niedziela, 3 marca 2013

Imagin: Nathan Sykes

Jako mała dziewczynka uwielbiałaś spędzać czas ze swoim przyjacielem Nathan’em Sykes’em. Pewnego dnia zbudowaliście domek na drzewie, z którego on później spadł i śmialiście się z tego cały dzień. Oczywiście gdy wróciliście do domów, mamy was skrzyczały, że jesteście cali obdrapani, wybrudzeni i wróciliście późno.
~*~
 Gdy miałaś 16 lat odszedł od was ojciec. Twoja mama tego nie wytrzymała i ciężko zachorowała. Rok później zmarła. Zostałaś bez rodziny. Zaopiekowała się tobą rodzina Nath’a. Sykes był przy tobie zawsze, nie myślałaś, że wasza przyjaźń przetrwa tak długo.
~*~
A teraz siedzisz w poprawczaku i odliczasz dni do wyjścia. To nie jest miejsce dla ciebie. Nie pasujesz tu, choć zaprzyjaźniłaś się z kilkoma dziewczynami, które miały podobne problemy do twoich i wszystkie wychodzicie tego samego dnia. Z dwiema dzieliłaś 'celę' czyli z Stellą-brązowooką blondynką twojego wzrostu i Rose-troszkę niższą od ciebie rudowłosą istotką, nigdy nie miałaś takich przyjaciółek jak one ufałyście sobie bezgranicznie jak i z dwiema innym dziewczynami (Sydney-wysoka,zielonooka szatynka i Christine-również wysoka zielonooka dziewczyna tyle,że jej włosy były pofarbowane na ciemny fiolet,przez co bardzo się wyróżniała) choć nie mieszkałyście razem. Trafiłaś tutaj swoim zdaniem przez przypadek,a dokładniej, to było tak :
To było miesiąc po śmierci twojej mamy. Tego dnia Nath miał wrócić z trasy, bardzo się cieszyłaś i wstałaś z uśmiechem na ustach. Ubrałaś się, zjadłaś śniadanie i wyszłaś do szkoły. Gdy weszłaś do budynku,ludzie dziwnie się na ciebie patrzyli,a po chwili podeszła do ciebie szkolna elita, do której kiedyś należałaś.
-Jak to jest być przyczyną śmierci matki i odejścia ojca.? Myślisz, że nikt się nie dowie.?!- powiedziała jedna z nich.
-Stacy, daj spokój. Wiesz, ze tak nie było.! - krzyczałaś do plastikowej liderki sześciu dziewczyn.
-Wiesz...nie przekonują mnie twoje słowa... Po prostu się przyznaj,że przez ciebie twoja matka zmarła i wszyscy dowiemy się prawdy.- gdy to powiedziała uśmiechnęła się szyderczo.
-Dziewczyno co Ci odbiło.?! Daj sobie spokój..Nie. Daj MI spokój.- byłaś tak zdenerwowana,że ją popchnęłaś i upadła.
-Nie dość,że zabójca to jeszcze psychopatka.! - podniosła  się i uderzyła Cię w twarz.
Rozpętało się piekło. Krzyczałyście na siebie i szarpałyście się. Nagle na korytarzu zapadła cisza. Podniosłyście głowy i ujrzałyście dyrektora,który gromił was spojrzeniem i rzucił tylko,że za pięć minut macie się stawić w jego gabinecie. Zdjęłaś porwany sweter i zarzuciłaś na siebie koszulę w kratkę,którą wyjęłaś ze swojej szafki. Poszłaś do gabinetu,ale zawahałaś się przed naciśnięciem klamki. W końcu się przełamałaś i weszłaś. Stacy już tam była, a w jej oczach widać było gniew. Podeszłaś do biurka dyrektora, a on powiadomił Cię jedynie, że trafiasz do zakładu poprawczego za wszczęcie bójki, zniesławienie imienia szkoły oraz zranienie uczuć innej osoby. Następnie pokazał Ci jak szybko rozniosła się wieść o twojej bójce z blondyną.
-Panie Ross...to nie moja wina. Stacy powiedziała mi,że..
-Panna Richards wszystko mi opowiedziała,podczas gdy ty postanowiłaś się spóźnić. -przerwał Ci dyrektor po czym kazał opuścić Ci gabinet. Wybiegłaś płacząc,ale ktoś Cię zatrzymał. Była to sekretarka. Starsza pani Sparks,która mieszkała niedaleko was i bardzo ją polubiliście z Nath'em.
-Co się stało dziecino.? -zapytała zatroskana sekretarka.
-Ja.. Odsyłają mnie do poprawczaka.! Za to ,że broniłam swojego honoru. Od kiedy mama nie żyje..wszystko się wali. - bełkotałaś przez łzy.
-Kochanie niestety ja nie mogę z tym nic zrobić, ale porozmawiam  z dyrektorem. - zaproponowała Sparks,ale grzecznie odmówiłaś i pożegnałaś się. Postanowiłaś, że nie wrócisz na lekcje ,więc wróciłaś do domu.W kuchni siedziała smutna pani Sykes.
-Spodziewam,że to przeze mnie ciocia -bo tak mówiłaś do niej od małego - jest tak przybita. Przepraszam. Bardzo przepraszam.
-Kochanie..wiem,że to nie twoja wina. Pani Sparks mi wszystko opowiedziała. Ja poprostu martwię się co teraz będzie.-Gdy skończyła to mówić w drzwiach stanął Nathan. Rzuciłaś mu się na szyję i mocno przytuliłaś.
-Też tęskniłem mała. Cześć mamo. -gdy to powiedział podszedł do swojej mamy i ucałował ja w policzek. - Coś mnie ominęło.?
-Tylko to,że się...wyprowadzam. - spojrzałaś porozumiewawczo na swoją 'ciocię'. Postanowiłaś,że Sykes dowie się o tym później i poszłaś do pokoju, ze łzami w oczach. Przebrałaś się w dres i usiadłaś na parapecie ze słuchawkami w uszach.  Ktoś zapukał do drzwi. Rzuciłaś krótkie proszę i ujrzałaś Nath'a w drzwiach. Podszedł bliżej, usiadł naprzeciw ciebie i posiedzieliście chwilę w milczeniu,patrząc sobie w oczy. Dopiero wtedy zdałaś sobie sprawę jak bardzo za nim tęskniłaś,nie chciałaś go zawieść, a tym bardziej stracić. Wiedziałaś,że Sykes musi się o tym dowiedzieć prędzej czy później.
-Nathan muszę się do czegoś przyznać. Nie wyjeżdżam. Znaczy w pewnym sensie tak,ale do poprawczaka. Wiem,że Cię zawiodłam. Przepraszam,ale to nie moja wina. Choć nie.. To moja wina, bo mogłam zignorować Stacy.
-[T.I]
-Naprawdę przepraszam. Bardzo. Gniewasz się na mnie.?
-[T.I].! Przestań. Widziałem całą tę akcję, przez cały lot czytałem o tym co się stało i widziałem filmiki w necie. Wiem,że Cię sprowokowała. - powiedział chłodno,a ty spuściłaś głowę. - Sam zrobiłbym to samo w takiej sytuacji i nie gniewam się. Cieszę się,że nic Ci nie jest, ale na pewno to przeżywasz. - dodał pewny siebie,po czym posmutniał.
-Masz rację -wyszeptałaś i wybuchłaś płaczem.- Ale najbardziej żałuję,że nie spędzę z tobą czasu. - Zeskoczyłaś z parapetu, zaczęłaś szukać torby,ubrań itd. Chłopak wyglądał na zdezorientowanego.
-Już prawie się spakowałam. Zawieziesz mnie na mnie..-nie skończyłaś mówić,ponieważ złapał Cię mocno za nadgarstek. Odwróciłaś się i podniosłaś głowę by spojrzeć w jego oczy. Bał się tak samo jak ty. Pomyślałaś,że to niesprawiedliwe,a wtedy Cię pocałował. Później pożegnałaś się z ciotką,a Sykes Cię tu przywiózł. 
To cała historia,której wolałabyś nie pamiętać poza jednym i tylko to pozwala Ci tutaj wytrzymać. Teraz pozostało Ci tylko odczekać tydzień i wrócisz do siebie,na wolność.
~*~
Tydzień zleciał dość szybko. Tak szczęśliwa nie byłaś od dawna. Wraz z Stellą i Rose pakowałyście swoje rzeczy i mówiłyście co zrobicie kiedy tylko wejdziecie do domów,zobaczycie rodzinę,znajomych. Gdy się spakowałyście, obiecałyście sobie,że będzie utrzymywać kontakt tak długo jak to tylko możliwe. Później wyszłyście przez wielką bramę. Teraz jesteście wolne. Rozejrzałaś się,by znaleźć Nath'a..ale nigdzie go nie widziałaś. Usiadłaś na krawężniku i oparłaś głowę na kolanach. Nareszcie przyjechał.!-pomyślałaś oburzona. Chciałaś na niego nawrzeszczeć,że w końcu wychodzisz,a jego tu nie ma... Ale podbiegł i przytulił Cię.
-Nie wierzę,że jesteś przy mnie..że dodawałeś mi otuchy kiedy tylko mogłeś. A teraz mnie dusisz. -zaśmiałaś się,a chłopak wypuścił Cię z uścisku. Uśmiechnął się. -Dziękuję Nathan.
-[T.I] zanim wrócimy do domu to chciałbym,żebyś wiedziała,że..
-No mów. Wyduś to z siebie.
-Że jesteś dla mnie kimś więcej niż przyjaciółką...i znamy się tak długo,że spokojnie mogę Ci powiedzieć,że Cię kocham. - wykrzyknął Nathan.
-Czuję to samo do ciebie,tylko..
-Coś stoi na naszej drodze prawda.? -zapytał zrezygnowany.
-Nie.! Tylko nie krzycz. - odpowiedziałaś i przytuliłaś się do niego.
-CHCĘ ŻEBY CAŁY ŚWIAT WIEDZIAŁ,ŻE CIĘ KOCHAM.! KOCHAM [T.I][T.N].! - wykrzyczał, po czym Cię objął.
THE END



Z dedykacją  dla mojej kochanej Rity.♥

1 komentarz: