piątek, 8 marca 2013

Imagin : Niall Horan

Dziś mijają dwa lata od kiedy jesteś dziewczyną Matta,najlepszego kumpla Nialla Horana. Sam Niall jest twoim bardzo dobrym przyjacielem i to dzięki niemu poznałaś Matta, który swoją drogą za chwilę po ciebie przyjdzie. Ostatni raz przejrzałaś się w lustrze,poprawiłaś grzywkę i schowałaś telefon do torebki, później wyszłaś przed blok i chwilę czekałaś na ukochanego. Podbiegł i czule Cię przytulił. Złapał Cię za rękę i poszliście do waszej ulubionej restauracji.
-[T.I] mówiłem Ci,że Cię kocham.? - zapytał uśmiechnięty chłopak.
-Powtarzasz mi to kiedy tylko masz okazję i dobrze wiesz,że ja ciebie też Matty. - odpowiedziałaś zachwycona,że jesteś z kimś takim.
-A mówiłem Ci,że jesteś najlepszym co mnie do tej pory spotkało.? - kontynuował,a ty kiwnęłaś głową na tak. - I te dwa lata spędzone z tobą są wspaniałe. To też wiesz kochana.?
-Tak. Teraz już wiem,ale coś się stało,chcesz mi coś powiedzieć.? - spytałaś zaciekawiona i nagle posmutniałaś, Matt bacznie Ci się przyglądał i ujął Cię za podbródek.
-Nie. Nic się nie stało mała..po prostu cieszę się,że Cię poznałem. - uśmiechnął się i ucałował Cię w policzek. Reszta wieczoru minęła bardzo szybko. Przy nim nigdy nie dłużył Ci się czas,ale nie dzisiaj. Miałaś złe przeczucia,które potwierdziły się tydzień później.
-Niall jesteś pewny,że mówisz o moim Mattcie.? Tym Mattcie,który codziennie powtarza mi,że mnie kocha.? - spytałaś zszokowana, nie dopuszczając do siebie informacji,że Matt mógłby Cię zdradzać.
-[T.I]  wiem co widziałem. Chciałem Ci wcześniej o tym powiedzieć,ale nie miałem tyle odwagi. On nie zasługuje na ciebie. Jesteś za dobra,za delikatna. On to ciągnie od kilku miesięcy. - powiedział zmartwiony blondyn. - Przepraszam Cię [T.I].
-Niall,nie masz za co mnie przepraszać. Jesteś wspaniałym przyjacielem i dziękuję,że mi o tym powiedziałeś. - odpowiedziałaś Horanowi nieskutecznie hamując łzy.
-Cieszę się,że mi uwierzyłaś..choć bardzo Ci współczuję. Nie zasłużyłaś na to. - powiedział ocierając twoje łzy kciukiem. Uśmiechnął się słabo i sam uronił kilka łez. - Nikt nie zasługuje na coś takiego. - Gdy to powiedział przytuliłaś go.
-Jesteś najlepszym przyjacielem o jakim można tylko marzyć,a ja mam to szczęście,że..
-Tak. Przyjacielem. - przerwał Ci i powiedział to z żalem. Patrzyliście chwilę po sobie,po czym ujął twoje dłonie w swoje i zaczął łagodnie - [T.I] znamy się od dawna,ale od kiedy jesteś z Mattem ja..jestem najzwyczajniej w świecie zazdrosny o ciebie. Uważam Cię za kogoś więcej niż przyjaciółkę i pewnie nie powinienem teraz tego mówić,ale nie mogłem tego w sobie trzymać dłużej. Zrozumiem jeśli.. - ucałowałaś go delikatnie i się uśmiechnęłaś.
-Teraz muszę coś załatwić z Mattym. Do zobaczenia Nialler.
Po drodze do domu Jensena wszystko ułożyło Ci się w całość, teraz byłaś pewna,że Matt chciał Ci o czymś powiedzieć tamtego wieczora. Gdy doszłaś do jego domu zapukałaś do drzwi,które otworzyła Ci jego mama. Uśmiechnęła się i wpuściła Cię do pokoju Matta. Poczułaś się jak dawniej,zadowolona szłaś do jego pokoju,ale gdy do niego weszłaś..Nigdy nie pomyślałabyś,że zobaczysz to o czym mówił Niall na własne oczy. Żałowałaś,że tu przyszłaś,chciałaś wybiec,ale coś Ci nie pozwalało i miałaś jedynie siłę, żeby się rozpłakać. Zatrzasnęłaś drzwi przed,chłopakiem który siedział oniemiały,nawet nie próbując się tłumaczyć. Odsunął tylko od siebie szatynkę. Teraz biegłaś przed siebie nie myślałaś dokąd,ważne by jak najdalej od niego. Zatrzymałaś się przed domem blondyna. Musiałaś instynktownie tu przybiec,wiedziałaś,że na niego zawsze mogłaś liczyć,kiedyś gdy zadzwoniłaś w środku nocy,nie odebrał,ale przyjechał chwilę później. Usiadłaś na ławce przed domem,nie chciałaś go znów obarczać swoimi problemami. Podciągnęłaś nogi i oparłaś o nie głowę,ale nie mogłaś przestać płakać,chciałaś się uspokoić,ale ilekroć myślałaś o czymś,to sprowadzało się to do Matta,do jego brązowej czupryny,szaraych oczu. Pomimo to wciąż go kochałaś, pomyślałaś,że jesteś żałosna. Nagle ktoś Cię okrył kocem. To był Horan.
-Byłaś u niego,prawda.? I ona też tam była.? - zapytał,choć pewnie już o wszystkim wie. - [T.I]...wiem,że to oklepane,ale będzie dobrze. Zrobię wszystko,żebyś  się lepiej poczuła,a teraz chodź do środka. Nie będziesz siedziała na mrozie przez całą noc. - powiedział wesoło Irlandczyk i podał Ci rękę. Weszliście do domu,a jego mama przygotowała Ci posłanie na kanapie. Niall dał Ci swoją koszulkę,żebyś się przebrała,a po tym oznajmił,że będzie spał na kanapie,a tobie odstąpi łóżko. Nie zgodziłaś się na to,bo i tak dla ciebie dużo zrobił,więc zasnęłaś na kanapie. Gdy w nocy się obudziłaś i chciałaś iść się napić,zobaczyłaś że leży on koło kanapy. Uśmiechnęłaś się do siebie i poszłaś do kuchni,a później po kołdrę i przykryłaś blondyna. Chwilę patrzyłaś na niego rozczulona,a potem zasnęłaś. Gdy się obudziłaś,Niall siedział obok ciebie i śpiewał sobie cicho,przeczesując twoje włosy palcami.
-Dzień dobry. - powiedział wesoło Irlandczyk i wstał. - Mam nadzieję,że się wyspałaś. Och i śniadanie już na ciebie czeka. - gdy to powiedział oczy mu się zaświeciły.
-Jasne,że się wyspałam i to bardzo słodkie,że spałeś tutaj,zamiast w swoim pokoju. Dziękuję. - gdy to powiedziałaś ucałowałaś go w policzek.
-[T.I] zaczekaj chwilkę. Może to za wcześnie,ale chciałbym wiedzieć czy..może nawet kiedyś..po prostu czy będziemy razem.?
-Wiesz..na pewno nie teraz,ale jak już dojdę do siebie i wszystko się ułoży,to na pewno. - oznajmiłaś Horanowi,po czym się do niego przytuliłaś.

I tak jak mówiłaś,gdy wszystko się ułożyło,głównie dzięki Niallerowi zostaliście parą. Jesteście ze sobą już kilka lat,a teraz kończycie urządzać mieszkanie w małym irlandzkim miasteczku.




Dedykacja dla Doroty.

niedziela, 3 marca 2013

Imagin: Nathan Sykes

Jako mała dziewczynka uwielbiałaś spędzać czas ze swoim przyjacielem Nathan’em Sykes’em. Pewnego dnia zbudowaliście domek na drzewie, z którego on później spadł i śmialiście się z tego cały dzień. Oczywiście gdy wróciliście do domów, mamy was skrzyczały, że jesteście cali obdrapani, wybrudzeni i wróciliście późno.
~*~
 Gdy miałaś 16 lat odszedł od was ojciec. Twoja mama tego nie wytrzymała i ciężko zachorowała. Rok później zmarła. Zostałaś bez rodziny. Zaopiekowała się tobą rodzina Nath’a. Sykes był przy tobie zawsze, nie myślałaś, że wasza przyjaźń przetrwa tak długo.
~*~
A teraz siedzisz w poprawczaku i odliczasz dni do wyjścia. To nie jest miejsce dla ciebie. Nie pasujesz tu, choć zaprzyjaźniłaś się z kilkoma dziewczynami, które miały podobne problemy do twoich i wszystkie wychodzicie tego samego dnia. Z dwiema dzieliłaś 'celę' czyli z Stellą-brązowooką blondynką twojego wzrostu i Rose-troszkę niższą od ciebie rudowłosą istotką, nigdy nie miałaś takich przyjaciółek jak one ufałyście sobie bezgranicznie jak i z dwiema innym dziewczynami (Sydney-wysoka,zielonooka szatynka i Christine-również wysoka zielonooka dziewczyna tyle,że jej włosy były pofarbowane na ciemny fiolet,przez co bardzo się wyróżniała) choć nie mieszkałyście razem. Trafiłaś tutaj swoim zdaniem przez przypadek,a dokładniej, to było tak :
To było miesiąc po śmierci twojej mamy. Tego dnia Nath miał wrócić z trasy, bardzo się cieszyłaś i wstałaś z uśmiechem na ustach. Ubrałaś się, zjadłaś śniadanie i wyszłaś do szkoły. Gdy weszłaś do budynku,ludzie dziwnie się na ciebie patrzyli,a po chwili podeszła do ciebie szkolna elita, do której kiedyś należałaś.
-Jak to jest być przyczyną śmierci matki i odejścia ojca.? Myślisz, że nikt się nie dowie.?!- powiedziała jedna z nich.
-Stacy, daj spokój. Wiesz, ze tak nie było.! - krzyczałaś do plastikowej liderki sześciu dziewczyn.
-Wiesz...nie przekonują mnie twoje słowa... Po prostu się przyznaj,że przez ciebie twoja matka zmarła i wszyscy dowiemy się prawdy.- gdy to powiedziała uśmiechnęła się szyderczo.
-Dziewczyno co Ci odbiło.?! Daj sobie spokój..Nie. Daj MI spokój.- byłaś tak zdenerwowana,że ją popchnęłaś i upadła.
-Nie dość,że zabójca to jeszcze psychopatka.! - podniosła  się i uderzyła Cię w twarz.
Rozpętało się piekło. Krzyczałyście na siebie i szarpałyście się. Nagle na korytarzu zapadła cisza. Podniosłyście głowy i ujrzałyście dyrektora,który gromił was spojrzeniem i rzucił tylko,że za pięć minut macie się stawić w jego gabinecie. Zdjęłaś porwany sweter i zarzuciłaś na siebie koszulę w kratkę,którą wyjęłaś ze swojej szafki. Poszłaś do gabinetu,ale zawahałaś się przed naciśnięciem klamki. W końcu się przełamałaś i weszłaś. Stacy już tam była, a w jej oczach widać było gniew. Podeszłaś do biurka dyrektora, a on powiadomił Cię jedynie, że trafiasz do zakładu poprawczego za wszczęcie bójki, zniesławienie imienia szkoły oraz zranienie uczuć innej osoby. Następnie pokazał Ci jak szybko rozniosła się wieść o twojej bójce z blondyną.
-Panie Ross...to nie moja wina. Stacy powiedziała mi,że..
-Panna Richards wszystko mi opowiedziała,podczas gdy ty postanowiłaś się spóźnić. -przerwał Ci dyrektor po czym kazał opuścić Ci gabinet. Wybiegłaś płacząc,ale ktoś Cię zatrzymał. Była to sekretarka. Starsza pani Sparks,która mieszkała niedaleko was i bardzo ją polubiliście z Nath'em.
-Co się stało dziecino.? -zapytała zatroskana sekretarka.
-Ja.. Odsyłają mnie do poprawczaka.! Za to ,że broniłam swojego honoru. Od kiedy mama nie żyje..wszystko się wali. - bełkotałaś przez łzy.
-Kochanie niestety ja nie mogę z tym nic zrobić, ale porozmawiam  z dyrektorem. - zaproponowała Sparks,ale grzecznie odmówiłaś i pożegnałaś się. Postanowiłaś, że nie wrócisz na lekcje ,więc wróciłaś do domu.W kuchni siedziała smutna pani Sykes.
-Spodziewam,że to przeze mnie ciocia -bo tak mówiłaś do niej od małego - jest tak przybita. Przepraszam. Bardzo przepraszam.
-Kochanie..wiem,że to nie twoja wina. Pani Sparks mi wszystko opowiedziała. Ja poprostu martwię się co teraz będzie.-Gdy skończyła to mówić w drzwiach stanął Nathan. Rzuciłaś mu się na szyję i mocno przytuliłaś.
-Też tęskniłem mała. Cześć mamo. -gdy to powiedział podszedł do swojej mamy i ucałował ja w policzek. - Coś mnie ominęło.?
-Tylko to,że się...wyprowadzam. - spojrzałaś porozumiewawczo na swoją 'ciocię'. Postanowiłaś,że Sykes dowie się o tym później i poszłaś do pokoju, ze łzami w oczach. Przebrałaś się w dres i usiadłaś na parapecie ze słuchawkami w uszach.  Ktoś zapukał do drzwi. Rzuciłaś krótkie proszę i ujrzałaś Nath'a w drzwiach. Podszedł bliżej, usiadł naprzeciw ciebie i posiedzieliście chwilę w milczeniu,patrząc sobie w oczy. Dopiero wtedy zdałaś sobie sprawę jak bardzo za nim tęskniłaś,nie chciałaś go zawieść, a tym bardziej stracić. Wiedziałaś,że Sykes musi się o tym dowiedzieć prędzej czy później.
-Nathan muszę się do czegoś przyznać. Nie wyjeżdżam. Znaczy w pewnym sensie tak,ale do poprawczaka. Wiem,że Cię zawiodłam. Przepraszam,ale to nie moja wina. Choć nie.. To moja wina, bo mogłam zignorować Stacy.
-[T.I]
-Naprawdę przepraszam. Bardzo. Gniewasz się na mnie.?
-[T.I].! Przestań. Widziałem całą tę akcję, przez cały lot czytałem o tym co się stało i widziałem filmiki w necie. Wiem,że Cię sprowokowała. - powiedział chłodno,a ty spuściłaś głowę. - Sam zrobiłbym to samo w takiej sytuacji i nie gniewam się. Cieszę się,że nic Ci nie jest, ale na pewno to przeżywasz. - dodał pewny siebie,po czym posmutniał.
-Masz rację -wyszeptałaś i wybuchłaś płaczem.- Ale najbardziej żałuję,że nie spędzę z tobą czasu. - Zeskoczyłaś z parapetu, zaczęłaś szukać torby,ubrań itd. Chłopak wyglądał na zdezorientowanego.
-Już prawie się spakowałam. Zawieziesz mnie na mnie..-nie skończyłaś mówić,ponieważ złapał Cię mocno za nadgarstek. Odwróciłaś się i podniosłaś głowę by spojrzeć w jego oczy. Bał się tak samo jak ty. Pomyślałaś,że to niesprawiedliwe,a wtedy Cię pocałował. Później pożegnałaś się z ciotką,a Sykes Cię tu przywiózł. 
To cała historia,której wolałabyś nie pamiętać poza jednym i tylko to pozwala Ci tutaj wytrzymać. Teraz pozostało Ci tylko odczekać tydzień i wrócisz do siebie,na wolność.
~*~
Tydzień zleciał dość szybko. Tak szczęśliwa nie byłaś od dawna. Wraz z Stellą i Rose pakowałyście swoje rzeczy i mówiłyście co zrobicie kiedy tylko wejdziecie do domów,zobaczycie rodzinę,znajomych. Gdy się spakowałyście, obiecałyście sobie,że będzie utrzymywać kontakt tak długo jak to tylko możliwe. Później wyszłyście przez wielką bramę. Teraz jesteście wolne. Rozejrzałaś się,by znaleźć Nath'a..ale nigdzie go nie widziałaś. Usiadłaś na krawężniku i oparłaś głowę na kolanach. Nareszcie przyjechał.!-pomyślałaś oburzona. Chciałaś na niego nawrzeszczeć,że w końcu wychodzisz,a jego tu nie ma... Ale podbiegł i przytulił Cię.
-Nie wierzę,że jesteś przy mnie..że dodawałeś mi otuchy kiedy tylko mogłeś. A teraz mnie dusisz. -zaśmiałaś się,a chłopak wypuścił Cię z uścisku. Uśmiechnął się. -Dziękuję Nathan.
-[T.I] zanim wrócimy do domu to chciałbym,żebyś wiedziała,że..
-No mów. Wyduś to z siebie.
-Że jesteś dla mnie kimś więcej niż przyjaciółką...i znamy się tak długo,że spokojnie mogę Ci powiedzieć,że Cię kocham. - wykrzyknął Nathan.
-Czuję to samo do ciebie,tylko..
-Coś stoi na naszej drodze prawda.? -zapytał zrezygnowany.
-Nie.! Tylko nie krzycz. - odpowiedziałaś i przytuliłaś się do niego.
-CHCĘ ŻEBY CAŁY ŚWIAT WIEDZIAŁ,ŻE CIĘ KOCHAM.! KOCHAM [T.I][T.N].! - wykrzyczał, po czym Cię objął.
THE END



Z dedykacją  dla mojej kochanej Rity.♥

Imagin: Harry Styles

Jesteś młoda, więc kochasz zabawę i wyzwania, a przed wszystkim swoje stuknięte przyjaciółki. Po przegranych zakładach z nimi masz już wygolony prawy bok, ciemno różowe włosy, tatuaż na karku i kilka bardzo kolorowych na lewej ręce. Wyglądałaś… Hm..kolorowo i dość dziwnie, ale polubiłaś swój wygląd, dzięki niemu byłaś inna niż wszyscy, nie tylko przez swój charakter. Któregoś dnia po ciągłym wygrywaniu waszych zakładów, nagle przegrałaś i zostawiły Cię w autobusie jedynie w bieliźnie. No cóż, przegrałaś, więc musisz odpokutować i zapamiętać, że z wariatkami nigdy nie wygrasz. Usiadłaś na samym końcu autobusu, a przed tobą jakiś chłopak w bluzie z kapturem i zielonymi oczami, które jako pierwsze rzuciły Ci się w oczy. Skądś je kojarzyłaś, ale nie byłaś pewna skąd. Trudno-pomyślałaś i uśmiechnęłaś się. Starsze kobiety dziwnie się na ciebie spojrzały, ale czemu tu się dziwić. I tak lepsze to, niż siedzenie i picie czy ćpanie nie wiadomo czego. Chciałaś im to powiedzieć, lecz autobus się zatrzymał i wysiadły. Została tylko grupka chłopaków, którzy zagwizdali gdy weszłaś do autobusu, kilka kobiet z dziećmi, którym zakrywały oczy i się do ciebie sztucznie uśmiechały oraz ON. Skąd ja go znam.? –dręczyłaś się tym pytaniem, dopóki nie pochwycił twojego spojrzenia. Uśmiechnął się do ciebie, po czym zaśmiał się cicho pod nosem i wstał. Teraz na pewno wysiądzie. Szkoda.. –pomyślałaś. Jednak zielonooki podszedł do ciebie i podał swoją bluzę. Wzięłaś ją od niego i wstałaś, żeby ją założyć. Grupka znów zaczęła gwizdać. A ty szybko zapięłaś bluzę i usiadłaś pod oknem.
-Zamknijcie się.- znów gwizdali i cos krzyczeli. –Dajcie jej spokój.! -wrzasnął chłopak, a tamci zamilkli.
Gdy był bez tej bluzy, która zakrywała mu twarz.. Na 100% go znam- pomyślałaś. Tylko wciąż nie wiedziałaś skąd i to było najgorsze. Chłopak usiadł obok ciebie i poklepał po ramieniu. Raz kozie śmierć -pomyślałaś i wypaliłaś :
-Hej.. – w tym samym momencie powiedział ON.
-Cześć – powtórzyłaś.
-Mogę wiedzieć..
-Czemu jestem bez ubrania i wyglądam jak wyglądam.? Jasne. Tak kończą się zakłady z walniętymi przyjaciółkami. –przerwałaś chłopakowi.- A ja mogę wiedzieć czemu dałeś mi bluzę.? Zazwyczaj ludzie tylko dziwnie się patrzą lub.. rzucają kilka niemiłych słów. – powiedziałaś i posmutniałaś, pomimo, że lubiłaś siebie taka jaka jesteś.
-Ja.. po prostu uznałem.. Hm.. –zawiesił się brunet- Uznałem, że jesteś inna niż wszystkie. Nie wstydzisz się tego jak wyglądasz. I pomyślałem ”Czemu nie, bo żyje się raz” Nie.? I miałem rację. Jesteś.. miła. – znów to zrobił, uśmiechnął się tak, że miałaś ochotę go przytulić; nogi miałaś jak z waty.
-Jasne.. Znamy się jakieś 5 minut, a ty wiesz, że jestem miła.
-Można to zmienić. Znaczy zmienić to w dłuższą znajomość. Co ty na to, żebyśmy dziś koło 18 gdzieś razem wyszli.? – zapytał uradowany chłopak. A ty kiwnęłaś głową i uśmiechnęłaś się.
-W ogóle to jestem Harry.
-Styles.! Wiedziałam, że Cię znam. A ja [T.I].
- I dlatego jesteś inna. Nie krzyczysz czy piszczysz na mój widok. Traktujesz mnie jak normalnego chłopaka. A przy okazji śliczne imię, ślicznej dziewczyny. [T.I] –powtórzył Harry. Powiedział to tak uroczo, że nie wiesz czemu, ale go przytuliłaś. Zaśmiał się i tez Cię przytulił. Wzięłaś jego telefon i zapisałaś tam swój adres i numer telefonu.
-Do zobaczenia wieczorem.. Harry. – autobus się zatrzymał, a ty wysiadłaś w bluzie Styles’a. Jego bluza.! Cholera.! -pomyślałaś. Chciałaś wrócić się do autobusu i mu ją oddać, ale już odjechał. Widać tak miało być, teraz przynajmniej ma po co do ciebie przyjechać. Wróciłaś do domu, w którym mieszkałaś z jedną z przyjaciółek. Ta jedna była dla ciebie jak siostra. Porozumienie bez słów, a zrozumienie i troska z jej strony to norma. Tak chciałaś jej wszystko opowiedzieć, ale cóż. Poszłaś na górę do swojego pokoju. Mały to on nie był. Jedną ścianę pokrywała wielka, błękitna szafa z przesuwanymi drzwiami, na której były plakaty i zdjęcia z przyjaciółkami. Spojrzałaś na jedno szczególne. Było dla ciebie chyba najważniejsze. Na tym zdjęciu byłaś ze swoimi rodzicami i przyjaciółką w parku na pikniku. Niby zwyczajne, ale twoi rodzice zginęli kilka lat temu w wypadku. I wszystko się zmieniło. Miałaś wtedy włosy swojego naturalnego koloru, nie byłaś wytatuowana czy wymalowana. Zwykła dziewczyna z rodziną. Ale teraz jest już dobrze, dzięki tzw. siostrze, przyjaciołom i nowo poznanemu chłopakowi. Tak on też ma w tym swój udział. Od kiedy zerwał z tobą chłopak rok temu z nikim się nie umawiałaś. A do brzydkich podobno się nie zaliczałaś. Zastanawiałaś się gdzie pójdziecie i wyjęłaś z szafy swoją ulubioną błękitną sukienkę,a do niej szpilki w kolorze twoich włosów. Uznałaś, że jest okey. Poszłaś do łazienki, żeby się przebrać i uczesać włosy. Spojrzałaś w lustro, uśmiechnęłaś się do siebie. Wzięłaś ze swojego pokoju bluzę Styles’a i nie czekałaś na niego zbyt długo, bo po paru minutach zadzwonił do drzwi. Był ubrany tak: http://onedirectionupdates.files.wordpress.com/2012/08/h.jpg?w=340.
-Heeeeeee…Wow.! Wyglądasz…idealnie. – powiedział i pocałował Cię w rękę.
-Dziękuję.. Ty również wyglądasz świetnie. To gdzie idziemy.?
-Może to będzie banał.. Ale zabieram Cię do kina. Może być mała.?- zaśmiałaś się. W sumie stojąc przy nim byłaś dość niska. Ledwo sięgałaś mu do ramion.
-Coś ty. Będzie idealnie. I już teraz dziękuję, że zabierasz mnie..
-Na randkę [T.I]. Na randkę.
-Tak. To idziemy.?!
-Dowiedziałem się o tobie kolejnej rzeczy. Jesteś niecierpliwa i urocza.
-Ech.. a ty się podlizujesz mój drogi, ale wciąż jesteś przystojny. – poklepałaś Styles’a po ramieniu, a ten wziął Cię pod rękę i poszliście do kina. Obejrzeliście jakiś film. Za specjalnie nie wiedziałaś o czym był, bo praktycznie cały czas odrzucałaś połączenia od przyjaciółek i rozmawiałaś z Hazzą. Pod koniec filmu zielonooki objął Cię ramieniem, szepnął do ucha, że wychodzicie. Harry wstał i pociągnął Cię za sobą do taksówki, w której zawiązał Ci oczy. Po kilku minutach byliście na miejscu. Harry prowadził Cię gdzieś, trzymając ręce na twojej talii. Nie ukrywałaś, że Cię to cieszyło. Zatrzymał się i zdjął przepaskę z twoich oczu. Stanęłaś jak sparaliżowana. Widok zapierał dech w piersiach. Czułaś się jak w tych wszystkich opowiadaniach czy filmach o miłości. Cały ogród był przystrojony lampionami, świeczkami i lampkami, a na środku między dwoma kwitnącymi drzewami wiśni japońskiej stał mały, przykryty białym obrusem stolik, na którym stał świecznik, dwa talerze i kieliszki.
-Coś jest nie tak [T.I].? Nie podoba Ci się..- spytał zmartwiony Harry.
-Wręcz przeciwnie. To jest wspaniałe. Harry znamy się od kilku godzin.. Zrobiłeś dla mnie więcej niż wszyscy chłopcy, z którymi byłam. Ja… Dziękuję. – powiedziałaś z trudem i łzy spłynęły Ci po policzku. Loczek Cię przytulił i starł kciukiem łzy z policzków. Uśmiechnęłaś się do niego słabo, a ten znów Cię przytulił. Później spędziliście wspaniały wieczór w ‘bajkowym’ ogrodzie. W pewnym momencie wparowali chłopcy i zrobili sobie imprezę, co lekko zirytowało Harry’ego. Biedny tak się napracował ~pomyślałaś i ucałowałaś go delikatnie w policzek. Chłopcy od razu się odwrócili i spojrzeli na was podejrzliwie. I zaczęli o ciebie pytać, jakby dopiero zauważyli twoją obecność. Hazza odpowiedział na ich pytania i Cię odprowadził pod same drzwi.
- Jeszcze raz przepraszam za nich [T.I] i mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy.
- Ja… też mam taka nadzieję.
-Tylko o mnie nie zapomnij mała. – dodał i się uśmiechnął, po czym poprawił grzywę.
-O tobie Harry.?! Nigdy.. po tym co dla mnie… No po tym wieczorze nigdy nie zapomnę. Ale boję się, że ty o mnie zapomnisz, nie zadzwonisz i się nie zobaczymy. – powiedziałaś zmartwiona do Loczka.
-Nie martw się. Nie zapomnę.. przysięgam.! Bo jestem Harry Styles i zawsze dotrzymuję słowa. No prawie. Ale przysięgam, że dotrzymam obietnicy. – chciał jeszcze coś powiedzieć, ale twoja współlokatorka zaczęła pukać do okna.
- Nie obiecuj mi tyle. Muszę już iść. Dziękuję. – rzuciłaś i otworzyłaś drzwi.
-To ja dziękuję.- krzyknął.- I nie zapomnę…
Reszty nie usłyszałaś przez przyjaciółkę, która zasypała Cię pytaniami. Głównie pytała kim był chłopak, czemu się tak ubrałaś i jak było w autobusie. Zignorowałaś ją i poszłaś do siebie. Wzięłaś piżamkę z szafy i poszłaś do łazienki. Wzięłaś prysznic i przebrałaś się w piżamę, po czym upięłaś włosy w koka. Później robiłaś to co zwykle i położyłaś się. Zanim zasnęłaś dostałaś sms’a :
‘Miłej nocy i do zobaczenia jutro.
Harry.
xx’
Uśmiechnęłaś się do siebie, odłożyłaś telefon i zasnęłaś.
*** Kilka lat później. ***
Na twoim łóżku leżał pokrowiec i karteczka: ‘
Mam nadzieję, że trafiłem w twój gust. H
PS. Będę o 17. Kocham.’
Pamiętał o rocznicy~ pomyślałaś. Otworzyłaś pokrowiec i zobaczyłaś krótką,czarną sukienkę bez ramiączek. Przebrałaś się w nią, zaczesałaś włosy na lewą stronę i zrobiłaś delikatny makijaż – kreska, trochę srebrnego cienia do powiek i błyszczyk. Tak, teraz mogłaś iść. Wzięłaś torebkę, wyjęłaś z szafy białe platformy i zeszłaś na dół. Gdy zakładałaś buty w holu, wysoki chłopak zaczął bić brawo i uśmiechnął się zawadiacko. Miałaś gdzieś buty, rzuciłaś mu się na szyję i obsypałaś pocałunkami oraz podziękowaniami. Harry mocno Cię przytulił. Później wziął twoje buty i pociągnął Cię do samochodu za rękę. W samochodzie wypytywałaś go gdzie Cię zabiera, a przy okazji zakładałaś te nieszczęsne platformy. Dojechaliście na miejsce.
-Tym razem się, aż tak nie postarałem jak za pierwszym razem, ale mam nadzieję, że również Ci się spodoba kochana. – powiedział niepewnie Hazza, a ty złapałaś go za rękę, żeby dodać mu otuchy.
-Na pewno..
Szliście przez las w wyznaczone przez twojego chłopaka miejsce. Zza drzew wyłoniło się morze. Zaprowadził Cię do punktu widokowego. Był tam rozłożony koc, koszyk z jedzeniem, jakaś paczuszka i wspaniały widok. A przede wszystkim to, że byłaś tam ze Styles’em.
Siedliście na kocu i jedliście jedzenie przygotowane przez Loczka, który znów się starał dla ciebie. Z resztą jak w każdą rocznicę od 3 lat. W pewnym momencie wziął pudełeczko do ręki i pochwycił twoje spojrzenie..
-[T.I] jestem Ci bardzo wdzięczny za to, że spędziłaś ze mną te..teraz już 4 lata. Wspierałaś mnie przez cały czas. Dzwoniłaś gdy byłem w trasach. Byłaś odporna na wszystkie wiadomości pełne nienawiści tylko dlatego i nie zostawiłaś mnie. Po prostu dziękuję, że jesteś przy mnie. – gdy to powiedział wsunął Ci do ręki pudełeczko. Otworzyłaś je z łzami w oczach i ujrzałaś srebrną bransoletkę z wygrawerowanym ‘Always And Forever’. Przytuliłaś go najmocniej jak potrafiłaś. A on Cię pocałował.
Happy End


Z myślą o wspaniałej Daji.<3

Imagin : Zayn Malik

Przyjaźnisz się z Danielle od kiedy tylko pamiętasz. Jesteście najlepszymi przyjaciółkami na dobre i na złe, nawet razem mieszkacie. Zawsze gdy któraś z was szła na pierwszą randkę brała tą drugą w razie "W" ;żeby czuć się pewniej. Nie zmieniło się to nawet, gdy Dan zaczęła się spotykać z Liam’em. Po prostu kochałyście się jak siostry. A od kiedy poznałyście One Direction, wasza więź się wzmacniała, ale teraz zyskałaś 4 przyjaciół. Dokładnie tak, czwórkę, ponieważ z jednym z nich nie potrafiłaś się dogadać. Kiedy tylko pierwszy raz się zobaczyliście, oboje czuliście, że raczej się nie będziecie przyjaźnili, a mowa o Zayn’ie Malik’u. Przedtem kochałaś całe One Direction, a jego szczególnie. Twój idol, boski chłopak z Bradford. Dobrze pamiętasz wasze pierwsze spotkanie. ~Stałaś za kulisami na ich koncercie, ponieważ Dan tam tańczyła i załatwiła Ci wejściówkę. Gdy zobaczyłaś swoich idoli łzy napłynęły Ci do oczu, a oni do ciebie podeszli. Wszyscy tylko nie ON. Zrobiło Ci się przykro i chłopcy chcieli być mili, więc Cię przytulili. Zayn patrzył jedynie pogardliwym wzrokiem. A ty nagle stanęłaś nieruchomo i odpłaciłaś się tym samym~ Od tego czasu staracie się na siebie nie wpadać, nawet nie stać z byt blisko siebie, by nie oddychać tym samym powietrzem, jak ujął to poetycko Harry, z którym najlepiej Ci się rozmawiało.. Po prawie dwóch latach znajomości jest dla ciebie jak starszy brat. Ale męczyło Cię to, że nie wiedziałaś dlaczego Malik Cię tak nienawidzi, a nawet Harry nie chciał Ci powiedzieć lub nie mógł..W każdym bądź razie obiecałaś Danielle, że skoro zbliżają się święta, będziesz dla niego milsza, a nawet spróbujesz z nim porozmawiać. A on obiecał to samo Liam'owi. A na razie leżałaś w swoim pokoju. Może nie był najpiękniejszy, ale go uwielbiałaś. Błękitne ściany pokryte przeróżnym zdjęciami, obrazkami czy lusterkami. Wielkie okno z parapetem, na ktróym uwielbiałaś przesiadywać i rozmyślać. Nawet ciemną sofę która stała w rogu pokoju i grafitowe szafy.. Nic więcej Ci nie było potrzebne. Wyszłaś spod koca i zeszłaś na dół. Nie zdziwiło Cię, że siedzieli tam chłopcy, ani to, że nie było tam Dan i Liam'a. No cóż. Usiadłaś na kanapie obok Nialler'a (który jadł żelki Haribo, zapatrzony w telewizję_ i Harry'ego, który się do ciebie uroczo uśmiechnął.
-Hej mała. Jak się spało.? Nie mieliśmy serca Cię budzić, a...
-Ja miałem..choć wolałem tam nie wchodzić. - przerwał Hazzie,Zayn.
-Mi się zdaje, czy miałeś być dla mnie milszy Bradford..Hm.?
-Nieważne. Liam'a nie ma, więc nie muszę..a poza tym co Ci do tego...[T.I]
-Jestem zszokowana. Użyłeś mojego imienia i wciąż żyjesz.! I jednak mnie to dotyczy..Zayn.
-Okey. A kończąc to co zacząłem mówić.. To Dani i Liam wyszli na spacer, gdy ty słodko spałaś. - powiedział do ciebie Harry, jakby próbując zrekompensować, to co powiedział do ciebie Zayn.
-Jasne..to ja już lepiej pójdę do kuchni.- rzuciłaś po czym uśmiechnęłaś się do każdego i wstałaś.
-Nie... -wyszeptał Malik i złapał Cię za nadgarstek, najprawdopodobniej nieświadomie, bo gdy to zobaczył, spłoszył się i wycofał swoja rękę.
Uśmiechnęłaś się do niego najładniej jak umiałaś. Pierwszy raz od dawna czułaś prawdziwą radość.
-Okeeeeeey...czy tylko ja nie ogarniam co się tutaj dzieje.?! -spytał zadowolony z siebie Niall przeciągając każde słowo.
-Jak to co się dzieje... [T.I] i nasz Zayn mają się ku sobie.! Niedługo ślub.! Dzieci.! Wspólne mieszkanie.! - wybuchł śmiechem Lou.
-Może się nie znam.. Ale my ledwo ze sobą rozmawiamy. A Zayn.. No po prostu..po prostu.-wydukałaś zawstydzona, tym co powiedział Tommo.
-Właśnie. Ja po prostu.! Zaraz...co.?! -po chwili ciszy- Najpierw to musimy normalnie rozmawiać, a do tego jeszcze daleko. - rzucił od niechcenia i cała radość odeszła, a zamiast niej pojawiła się wściekłość i rozpacz.
-Tak.! Bo trzeba być tak idealnym jak boski pan Malik.! Zapatrzonym w siebie.! W swoje odbicie. Przed chwila myślałam, że może wreszcie normalnie porozmawiamy, ale to niemożliwe. Prawda.? Co ja Ci takiego zrobiłam.?! No co.?! Straciłeś coś przeze mnie..? -krzyczałaś tak głośno jak potrafiłaś i starałaś się hamować łzy, które wciąż napływały Ci do oczu.
-Widzisz jak dobrze mnie rozumiesz.?! Bo ty najlepiej wiesz, czego ludzie chcą księżniczko.! Od kiedy Cię zobaczyłem wiedziałem, że zawsze musisz mieć co tylko chcesz.! A co mi zrobiłaś..?! Sprawiłaś, że straciłem chęć do życia.! Cały świat stracił barwy.! Wymieniać dalej.?! -krzyczał coraz głośniej Zayn przeciągając każde słowo, z których sączył się jad.
Nie wytrzymałaś i wybuchłaś płaczem. Chciałaś uciec do pokoju, ale Niall złapał Cię za rękę i wylądowałaś u niego na kolanach. Przytulił Cię mocno i gładził ręką po twoich włosach. A Malik nadal kontynuował swój monolog, ale ty już nie miałaś siły go słuchać. Skupiłaś się jedynie na opanowaniu oddechu, który wciąż przyśpieszał. Nie wytrzymałaś i cała się trzęsłaś nerwowo oddychając. Podniosłaś na chwile głowę i zobaczyłaś, że Zayn stoi obok ciebie i cos mówi, lecz nie słyszałaś co. Byłaś w zbyt wielkim szoku. Gdy chciałaś schować głowę w ramieniu Niall'a, Tommo i Hazza pobiegli otworzyć drzwi, w których ukazała się Dan przytulona do Liam'a. Szybko schowałaś twarz w ramieniu przyjaciela, który poklepał Cię po plecach. Poczułaś się trochę lepiej i nagle wszystko wróciło do normy, jeśli chodzi o kontaktowanie. Przytuliłaś Niall'a i podziękowałaś mu. Potem usłyszałaś jak Dan krzyczy na Zayn'a. Pewnie chłopcy o wszystkim jej opowiedzieli. -pomyślałaś sobie. Wstałaś i pobiegłaś do kuchni.
-Danielle nie krzycz na niego.! To..to...to przeze mnie. Ja zaczęłam tą kłótnię. -odważyłaś się, żeby go bronić, to już połowa sukcesu. -Proszę, nie krzycz na Zayn'a. On miał..miał rację.
-[T.I]. Ja już jej powiedziałem jak było. Nie musisz kłamać. Cała wina jest po mojej stronie. I.. Przepraszam Cię.-po chwili dodał - Jeszcze jedno. Zacznijmy od nowa. Jakbyśmy się pierwszy raz spotkali. Okey.?
-[T.I] ja bym mu wybaczyła. Tym bardziej, że wziął wszystko na siebie, choć się niecierpieliście. -powiedziała uśmiechnięta Dani i Cię uściskała.
-Zayn..dobrze, ale powiedz mi dlaczego mnie tak nienawidzisz..
-Nie jest tak, że Cię nienawidzę.. Ja po prostu nie potrafię...kochać i nienawidzić jednocześnie. Więc było łatwiej nienawidzić. Ale teraz już wiesz jak jest... Przepraszam.
-Hej jestem [T.I] a ty..OMG Zayn Malik.! Daj mi swój autograf.! –wybuchłaś śmiechem.
-Piękne imię, a jeszcze piękniejsza fanka. Zamiast autografu może być numer.? –uśmiechnął się uroczo do ciebie, a ty odpowiedziałaś tym samym.- A serio..?
-Więc…jestem [T.I].. a ty.?
-Zayn.. umówiłabyś się ze mną..?
-Jasne.! To znaczy…tak, chętnie. –Posłałaś mu kolejny promienny uśmiech, a on Cię przytulił. Wtedy zobaczyłaś, że wszyscy się wam przyglądali i podsumowali to zbiorowym ‘Aww.’. Zaśmiałaś się i odwzajemniłaś uścisk, dając mu całusa w policzek.
***ponad  dwa lata później ***
Wraz z Zayn’em wnosiłaś kartony do pięknego dwupiętrowego domu z wspaniałym ogrodem. Jeszcze był praktycznie pusty, ale czułaś, że to tu jest twoje miejsce. Poczułaś, że ktoś objął Cię w talii. Uśmiechnęłaś się do siebie. To był Malik. Ucałował Cię delikatnie w szyję, a ty odstawiłaś karton i go przytuliłaś. Spojrzał Ci w oczy, wyszeptał, że jesteś najlepszym co go w życiu spotkało, że kocha Cię niemalże bezgranicznie i pocałował czule w usta. Tak. Teraz już wiedziałaś, że to jest twoje miejsce. I pomimo, że nie mieszkałaś już z Dan nadal byłyście niczym papużki nierozłączki, a chłopcy byli wspaniałymi przyjaciółmi.